Po wczorajszym dobrym zakończeniu w Stanach można było spodziewać się dobrego otwarcia. Tak się stało… i na tym się skończyło. Indeks należał do „czołówki” europejskiej, powiedzmy wprost – to był najgorszy indeks w Europie, a jeszcze ciekawy fixing go uratował, bo mogło być o wiele gorzej.
Od początku spadki, spadki, spadki, otwarcie jeszcze w ramach trójkąta, potem już tylko gorzej, prym w spadkach wiodło KGHM (o nim za chwilę) i BRE. Luka hossy niewiele pomogła, zwłaszcza że po 14tej byliśmy świadkami prawdziwych atrakcji i przypominało mi się to co działo się w okresie wrzesień/październik. Trudno być optymistą w takich warunkach…Ale warunki ostatnio są zmienne… Ktoś się bawi rynkiem?
GTC spółka w zasadzie na dziennym tylko dzięki fixingowi uratowała twarz i osiągnęła przyzwoity jak na dzisiejszą sesję wynik ratując w ostatniej chwili wsparcie 13,7zł, miejsca od tego wsparcia do górnego ograniczenia kanału spadkowego jest coraz mniej, więc w którąś stronę nastąpi ruch. Jeśli w dół to czeka test listopadowych dołków (poniżej 11zł)

KGHM to „bohater” dzisiejszej sesji, dość dawno nie widziany dwucyfrowy wynik i „dzielnie” ściągał rynek w dół, kolejne miażdżone średnie kroczące jako wsparcia i to mimo że po samym otwarciu mogło się zdawać, że inwestorzy zdecydowali w końcu o przebiciu dolnego ograniczenia kanału spadkowego. Zatrzymał się a nawet odbił dopiero po dotarciu do luki z 29 października 25,9-27,5zł (zielone prostopadłe) i to stanowi najbliższe wsparcie dla spółki plus wsparcie pociągnięte od minimum październikowego przez listopadowe i dalej. Równocześnie nawet jeśli spółka zdecyduje się zatrzymać to pamiętajmy, że wciąż opada dolne ograniczenie tego feralnego kanału spadkowego, więc i tak ono działa prospadkowo.
alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294172263318922210" />


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz