wtorek, 10 lutego 2009

Co z tą ropą?



Zabrzmiało niczym tytuł programu Tomasza Lisa, ale ostatnio za dnia ropa dostarcza niemałych atrakcji. Przebiła tą swoją kluczową linię (skośna czerwona tj. od szczytu lipcowego przez wrześniowy i dalej) jeszcze w piątek zdawało się że rozpoczyna swój rajd, tymczasem zdążyła wrócić pod tą linię, później mocne wybicie, dotarła do czarnego oporu z minimum czarnej (w tym wypadku akurat granatowej) marubuzu z 7 stycznia i jak to się mówi „szybka piłka” i wzrost diabli wzięli.
W poniedziałek również nie brakło podobnych atrakcji, a dziś to tylko zmieniła kolejność, bo po początkowej mizerocie, najpierw ostro ruszyła do góry, a po 16tej nastąpił gwałtowny odwrót i na obecną godzinę obija się z tą czerwoną linią.
Nie ma na ropie ostatnimi czasy jakiegoś stabilnego ruchu w jednym kierunku z jakimiś drobnymi korektami po drodze, korpusy są dość małe, cienie większe, są najpierw chwile spokoju, wręcz monotonii, potem zryw w jedną, minie kilka godzin to zryw w drugą stronę.
Widzę to tak, skoro tak lubi surowiec tą czerwoną linię to osunie się w kierunku dołka grudniowego (zielone), jeżeli wyjdzie dołem na interwale dziennym to dołek zaliczy szybciej, jeśli przejdzie to uczucie-zboczenie to pewniejszy wzrost może nastąpić po przebiciu marubuzu z 7 stycznia (skoro to marubuzu to kluczowe są: dołek, środek korpusu i górka, a więc 3 poziomy), wtedy prawdopodobny byłby ruch w kierunku dołka listopadowego (fioletowa).

A my czekamy na koniec notowań ropy, w USA widzę mają „wesoło” SP500 -4%, no cóż, dają bankierom 1,5bln zielonych to Wall Street się zakrztusiła…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz